Zdjęcie z archiwum Magdaleny Włodek

Magdalena Włodek – lat 32, z wykształcenia prawnik. Miłośniczka muzyki filmowej i naturalnych kosmetyków. Od 12 lat szczęśliwa żona i mama czterech synów, w marcu na świat przyjdzie piąta pociecha, tym razem córka. 

Jak ludzie reagują, gdy widzą tak liczną rodzinę?

Pozytywnie. Na co dzień spotykamy się z życzliwością i miłym słowem. Trudno nawet odszukać w pamięci jakąś pojedynczą sytuację, gdzie ktoś dałby odczuć, że nie lubi dużych rodzin.


Kiedy zrodził się pomysł na dużą rodzinę?

Pierwszy „przebłysk” takiej myśli pojawił się w czasach licealnych. Potem musiało upłynąć sporo czasu zanim w pełni zrozumiałam co to znaczy być mamą kilkorga dzieci. W zasadzie wciąż się tego uczę, ale droga z punktu ”macierzyństwo jako dodatek do życia” do punktu „macierzyństwo jako życiowe powołanie” była momentami wyboista i niełatwa.

Mając już trójkę dzieci, wciąż pokutowała we mnie myśl, że macierzyństwo jedynie coś mi zabiera, żąda nieustannego poświęcenia, tłumaczenia się z faktu braku aktywności zawodowej. Miałam wtedy około 27 lat i wciąż nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo ważne jest to co robię ”tu i teraz”.

Czy Ty bądź Twój mąż pochodzicie z rodzin wielodzietnych?

Nie.


Jak poradzić sobie z niewyspaniem gdy masz małe dzieci?

Mam je razem z mężem:) W nocy obsługę noworodka faktycznie biorę na siebie, ale mąż pomaga mi gdy maluch ma np. kolkę i wymaga nieustannego noszenia i uspokajania. Jeśli była taka potrzeba, wstaje też do starszych dzieciaków. Nocki odsypiam w ciągu dnia, drzemiąc razem z niemowlakiem. Łapię każdą chwilę, żeby się zregenerować. W tym samym czasie jest oczywiście masa innych rzeczy do zrobienia w domu, sterta prania, obiad itp. ale mój sen traktuje priorytetowo, jako warunek zdrowia fizycznego i psychicznego. Gdy jestem przemęczona bardzo łatwo wpadam w złość.


Twoje sposoby na organizację w dużej rodzinie?

Na co dzień staram się delegować różne czynności. Dzieciaki potrafią się same ubrać, wiedzą w jakiej szufladzie są poszczególne rzeczy. Nawet trzylatek samodzielnie ubiera szkolny mundurek, buty, kurtkę. Pięciolatek odkurza, siedmiolatek wypakowuje zmywarkę, dziesięciolatek wynosi śmieci. To nie jest tak, że mama i tata robią za nich wszystko. Działamy drużynowo, pomagamy sobie. Chłopcy są względem siebie bardzo troskliwi. Często sami starają się rozwiązać jakiś problem między sobą, bez angażowania rodziców. Również na płaszczyźnie mąż – żona wzajemnie się uzupełniamy. Mamy swoje stałe obowiązki za które odpowiadamy, ale z racji, że małżeństwo to nieustanne spalanie się dla siebie nawzajem, to ciągła walka z własnym egoizmem, to w końcu wzajemna troska i miłość, potrafimy się w domowych obowiązkach wyręczać jeśli zajdzie taka potrzeba. Plan działania jest bardzo ważny i to on pozwala utrzymać nasz dzień we względnym porządku. Zdarza się jednak, że nie wszystko idzie po naszej myśli i zmuszeni jesteśmy improwizować.

Trzeba zaakceptować fakt, że często możemy znaleźć się w sytuacji wymagającej spontanicznego działania i jest to zupełnie normalny element życia w dużej rodzinie.

To z reguły trudna lekcja panowania nad nerwami, stresem i tego, że czasem pewne rzeczy trzeba po prostu odpuścić.

Czy bycie rodzicami większej ilości dzieci to katastrofa finansowa?

Na to pytanie pewnie lepiej odpowiedziałby mój mąż, sądzę jednak, że w jakimś stopniu jest to wyzwanie. Daleko mi jednak do przeliczania ilości dzieci na mercedesy.

Z perspektywy lat wyraźnie widzimy, że podstawowa rzecz jakiej potrzebują dzieci to kochający się rodzice. Gdybyśmy patrzyli na dużą rodzinę głównie przez pryzmat pieniędzy, to żaden etap w życiu nie byłby wystarczająco dobry na jej założenie. 


Czy 500 plus pomogło wizerunkowi dużej rodziny, czy zaszkodziło?

Wizerunkowo chyba zaszkodziło, w praktyce jednak pozwoliło wielu rodzinom na złapanie oddechu w dopięciu podstawowego budżetu domowego, a w części przypadków wręcz na wyjście z biedy. Taka zależność jest jednak wynikiem świadomie kreowanego ustroju państwa.

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest nie zabieranie ludziom ich ciężko wypracowanych pieniędzy w podatku dochodowym lecz obniżenie VAT-u, czy np. zniesienie przymusu składek ubezpieczeniowych.

W obecnej formie jest to jedynie kupowanie głosów wyborców za ich własne pieniądze.


Czy da się być aktywną zawodowo będąc matką wielodzietną?

To zależy, znam kobiety które pomimo posiadania gromadki dzieci pracują zawodowo i bardzo to sobie cenią. Ja sama podziwiam przedsiębiorcze kobiety i również chciałabym się do takiego grona zaliczać. Zresztą panowanie nad sprawnym działaniem siedmioosobowej rodziny to trochę jak prowadzenie małego przedsiębiorstwa. Organizowanie pracy, egzekwowanie jej efektów, dbanie o kapitał, o roztropne wydawanie środków finansowych – to wszystko można porównać do działania firmy.

Sądzę jednak, że wszystko w życiu ma swój czas, a spora część kobiet jest wpychana na dwa tory jednocześnie – pracy w domu i pracy poza domem co często powoduje napięcia i frustracje. Straconych lat bliskości z malutkim dzieckiem już nigdy nie nadrobimy, a przecież pierwsze lata życia są kluczowe dla prawidłowego rozwoju małego człowieka.

Praca zawodowa i tak nas z reguły dopadnie, często na koniec nie dając poczucia spełnienia w postaci kariery i mitycznego „rozwoju osobistego”. Zdaję sobie jednak sprawę, że możliwość pozostania przy dziecku do np. 3 roku życia to w dzisiejszych czasach luksus na który nie każdy może sobie pozwolić. Większość z nas chciałaby jednak żyć wśród ludzi uczciwych, kulturalnych, pracowitych, empatycznych, skorych do pomocy, a przecież takie cechy nie biorą się z próżni, lecz są efektem pracy organicznej, świadomych swojej roli matek i ojców w ich codziennym oddaniu na rzecz budowania bogatej kultury życia rodzinnego. W tym miejscu warto polecić bardzo ciekawy wykład kanadyjskiego psychologa klinicznego Jordana Petersona pt. „Dlaczego kobiety są bardziej wrażliwe?”. Jego fragment można obejrzeć w internecie, gorąco zachęcam.

Nie boisz się o emeryturę?

W marcu na świat przyjdzie nasze piąte dziecko, więc na tym etapie już nie boję się o swoją starość. Wszystko co robię dziś, to jak wychowam swoje dzieci, jest już inwestycją w moją emeryturę.

Zdecydowanie bardziej ufam dzieciom niż systemowi emerytalnemu nieubłaganie idącemu w kierunku totalnej zapaści.

Co jest najfajniejsze w byciu mamą takiej gromadki? A co najtrudniejsze?

Stworzyłam sobie swoją małą przestrzeń złożoną z ludzi z którymi rozumiem się najlepiej. Mam na kogo liczyć, nigdy nie jestem sama ze swoimi troskami. Nie szukam poklasku wśród innych, uznanie w oczach męża czy dzieci daje mi poczucie pewności siebie. 

W ogóle macierzyństwo leczy z kompleksów i dodaje odwagi.

Bo w dużej rodzinie, takiej jak moja, miłość się mnoży, a problemy się dzielą.

Najtrudniejsze było z kolei dla mnie zrozumieć, że macierzyństwo może być życiowym powołaniem, a nie jedynie dodatkiem do życia. To szansa na rozwinięcie cech i umiejętności o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Nagle okazuje się że, prawdziwe szczęście nie leży w zaspokajaniu tylko i wyłącznie własnych potrzeb i zachcianek, lecz jest nierozerwalnie związane z oddaniem się dla drugiego człowieka. Nic tak nie utarło mi nosa jak bycie żoną i mamą, moje pokłady cierpliwości, uśmiechu, pokory były nieustannie wystawiane na próbę, a moje egoistyczne czy wręcz narcystyczne zapędy, skutecznie tłumione. Jednocześnie nic tak nie pokazało mi ogromu wdzięczności i bezwarunkowej miłości jaka do mnie wraca każdego dnia, jak właśnie bycie żoną i mamą.

Trudniej jest mieć pierwsze czy trzecie dziecko?

Raczej pierwsze.


Jak otoczenie reaguje na wieść o kolejnej ciąży?

Znają nas na tyle dobrze, że już machają ręką:) A tak na serio, mam wrażenie, że ta nasza otwartość na życie również w ich głowach zmieniła podejście do tego, co tak naprawdę liczy się w życiu. 


Jak przechodzisz ciąże i porody?

Dosyć dobrze, nie mogę narzekać. 

Zdjęcie z archiwum prywatnego Magdaleny Włodek

Jak odniesiesz się do obawy, którą często słychać w społeczeństwie: „nie mogę mieć więcej dzieci, bo nie będę one miały czasu sam na sam z rodzicami”?

Nigdy nie spotkałam się z tym problemem w praktyce. Dziecko, które potrzebuje naszej wzmożonej uwagi nie będzie cichutko szlochać w kąciku. Ono przyjdzie, wdrapie się na kolana i wręcz wymusi czułość jakiej mu brakuje.

Na co dzień bacznie obserwujemy naszą gromadę. Bardzo pomocne jest tu wspólne jedzenie posiłków. W mojej ocenie to jeden z warunków udanego życia rodzinnego. Podczas takiego spotkania przy stole łatwo dostrzec, kto jest nie w humorze, ma jakiś problem, potrzebuje rozmowy w cztery oczy. Przed pójściem spać, staram się podejść do każdego dziecka indywidualnie, dać całusa, popatrzeć w oczy. Zabieramy także dzieci na wypady jeden na jeden np. do sklepu, na myjnię. Czasem angażuje takiego delikwenta do pomocy w kuchni, to świetna sposobność żeby pogadać, pomóc się otworzyć. Nadziwić się wtedy nie możemy ile mają do opowiedzenia.

Zdjęcie z archiwum Magdaleny Włodek
Jak dbać o małżeństwo mając taką gromadkę?

Nie może być mowy o szczęśliwych dzieciach, bez głębokiej relacji między ich rodzicami. Nad tym wszystkim jest jeszcze Bóg, jako źródło wszelkiego dobra, prawdy i piękna.

Wszystko to więc jest oparte na pewnej hierarchii. Oboje jesteśmy tego świadomi.

Staramy się każdego dnia mieć choć krótką chwilę tylko dla siebie. Często mówimy dzieciakom „słuchajcie mama i tata są zmęczeni po całym dniu pracy, potrzebują chwile pobyć sami ze sobą”. Oni to doskonale rozumieją.

Czuła relacja między nami jest gwarantem ich poczucia bezpieczeństwa, a dla nas chwilą na przypomnienie sobie, jak ważne zadanie powierzył nam Bóg w dniu naszego ślubu. Warto podkreślić, że gdy dzieci jest kilkoro i nie ma między nimi bardzo dużej różnicy wieku, to bawią się ze sobą razem, malują, grają w grę, układają lego itp. Młodsze uczą się przy tym od starszych troskliwości, odpowiedzialności i nie absorbują uwagi rodziców non stop przez cały dzień. Bardzo rzadko mamy okazję wyjść gdzieś z mężem zupełnie sami. Przez lata opracowaliśmy więc sobie system spędzania czasu tylko we dwoje na płaszczyźnie domowej i jak widać jest to możliwe nawet przy gromadce dzieci. Dajemy też sobie przestrzeń na własne zainteresowania i pasję. Mój mąż np. jest wokalistą zespołu rockowego. 

Zdjęcie z archiwum prywatnego Magdaleny Włodek

Czy masz czas dla siebie?  

Tej jesieni zapisałam się na kurs fotograficzny, lubię robić zdjęcia, a że mam kogo fotografować stwierdziłam, że to kolejna okazja do nabycia nowych umiejętności. W ciągu dnia np. gdy gotuję słucham masy wykładów o różnej tematyce. Uwielbiam też długie kąpiele w wannie pełnej piany, z maseczką algową na twarzy i odrobiną musującego wina w kieliszku.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy chcieliby się  zdecydować na
jeszcze jedno dziecko, ale się wahają?

Jestem daleka od przekonywania ludzi do czegokolwiek. Mam świadomość, że współczesny człowiek jest całkowicie oporny na racjonalne argumenty. Staram się więc przykładem własnego życia zachęcać ludzi do inwestowania w rodzinę.


Czy gdybyś wiedziała z czym się wiąże wielodzietność zdecydowałabyś się na nią?


Zdecydowanie TAK.

———————————————————-

Z Magdaleną Włodek rozmawiała Izabela Adamczyk

Materiały uzupełniające:

  • Wideo Jordana Petersona, które poleciła Magda:
  • Zespół rockowy o którym była mowa wywiadzie:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *