Z Olgą Wysocką, żoną, pełnoetatową mamą 5 dzieci i pedagogiem z wyksztalcenia. Która wolnych chwilach wycina kolaże i snuje plany na życie – rozmawiała Izabela Adamczyk.

Jak ludzie reagują, gdy widzą tak liczną rodzinę?


Już dawno nie wychodziliśmy nigdzie całą rodziną, jednak przed pandemią gdy szliśmy ulicą czy do kościoła na mszę świętą słyszałam raczej pozytywne komentarze. Najczęściej od starszych kobiet, które często mówiły, że kiedyś też chciały mieć dużo dzieci ale życie im się tak ułożyło, że mają tylko jedno, dwoje albo wcale. Zaskakująco często to słyszałam…

Kiedy zrodził się pomysł na dużą rodzinę?


U mnie odkąd pamiętam 😅 W dzieciństwie bawiłam się w dom i zawsze miałam dużo dzieci- albo moje rodzeństwo nimi było albo lalki.
A z kolei mój mąż gdy zaczęliśmy być razem od razu mi powiedział, że chce mieć rodzinę i dużo dzieci. Na początku mówił, że 8 i więcej, ale po 5 dziecku trochę spuścił z tonu 😁


Czy Ty bądź Twój mąż pochodzicie z rodzin wielodzietnych?


Ja mam trójkę rodzeństwa, mąż ma jedną siostrę. Gdy chodziłam do szkoły często słyszałam, że jest nas dużo. Jednak dla mnie czwórka dzieci to raczej średnio wielodzietność, mój Tata ma 5 rodzeństwa, Babcia miała 8. Część mojej rodziny od strony Taty to głównie rodziny wielodzietne, 5-6 dzieci i więcej to nic nadzwyczajnego. Moje kuzynki i kuzynowie mają duże rodziny i  dla mnie dużo ludzi to naturalny stan. W rodzinie męża troje dzieci to chyba maks.

Jak poradzić sobie z niewsypaniem gdy masz małe dzieci?


Nie wiem, ja sobie do końca nie radzę 😂 Śmieję się, że w moich żyłach płynie kawa- nie wyobrażam sobie dnia bez kilku kaw. Najgorsze są dla mnie badania krwi na czczo- mam od świtu zły humor i marzę tylko o tym, żeby wypić kubek kawy 😁 Poza tym gdy wszystkie dzieci przesypiają całą noc rano jestem zawiedziona, że budzik dzwoni a ja muszę od razu wstać. Gdy któreś budzi się o 3,4,5 nad ranem cieszę się, że mam jeszcze czas na sen ☺️ Jednak ostatnio coraz częściej wszyscy śpią bez przerw. Nawet jeżeli się budzą to przychodzą do nas do łóżka i rano budzę się, bo mam na twarzy czyjąś stopę albo zaczynają się bić kto ma leżeć koło mnie…

Twoje sposoby na organizację w dużej rodzinie?


Elastyczność, zgoda na to, że plany trzeba zmieniać z minuty na minutę nawet kilka razy dziennie. Poza tym nie mam dobrych sposobów. Źródłem inspiracji są dla mnie inne matki wielodzietne albo mądre Kobiety, które mają masę patentów na ułatwianie sobie życia. Czasami udaje mi się jakieś pomysły wdrożyć w życie, jednak częściej działam spontanicznie. Mój mąż ma bardzo wymagającą pracę i przeważnie nie ma go w domu, a gdy jest to pracuje. Sama ogarniam kąpiel dzieciaków, lekcje, sprzątanie, pranie itp. Mąż głównie robi zakupy. W pandemii w ogóle chodzę bardzo rzadko do sklepu bo albo robi to mąż albo syn. Staram się nie zabierać maluchów na zakupy. Kosztuje mnie to za dużo nerwów, zawsze staram się wszystko przewidzieć ale na dłuższą metę to niemożliwe i tak robią coś nieprzewidzianego…

Zdjęcie z profilu @olga.wy. Wykonanie grafiki Arbuz Media.

Czy bycie rodzicami większej ilości dzieci to katastrofa finansowa?


Tutaj musiałby odpowiedzieć mój mąż. W każdą ciążę zachodziłam w czasie po ludzku nieodpowiednim na dziecko. Brak stałej pracy, brak stabilności finansowej, za małe mieszkanie…jednak za każdym razem wszystko układało się tak, że nie musieliśmy się martwić. Czuję, że Bóg się nami opiekuje i nawet gdy wydaje nam się, że jest bardzo źle zaraz dzieje się coś, co powoduje totalne odwrócenie sytuacji. Pieniądze raz są raz ich nie ma, ale zawsze możemy liczyć na pomoc rodziców, teściów i Babci. Dzięki temu czas, gdy „czekamy na przelew” nie jest dla nas stresujący. Czuję z tego powodu ogromną wdzięczność.

Czy 500 plus pomogło wizerunkowi dużej rodziny, czy zaszkodziło?


Wydaje mi się, że wizerunkowi raczej nie pomogło. W innych krajach rodziny dostają pomoc od państwa i to normalne. W Polsce wszystko jest odwrotnie i w zasadzie kimkolwiek nie jesteś i czegokolwiek byś nie robił to i tak jest źle. Matki hejtują matki, kobiety są dla siebie nawzajem jak najsurowsi sędziowie. Masz dzieci- źle, nie masz jeszcze gorzej, pracujesz a dzieci w placówkach- jesteś wyrodną matką,  nie pracujesz zawodowo i jesteś w domu- leniwa i żerujesz na państwie i mężu. Cokolwiek zrobisz zostaniesz oceniona i zdeptana. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie ci mówił jak masz żyć, co robisz źle i będzie lepiej znał ciebie, twoje dzieci i twoje potrzeby. Niezmiennie mnie to zadziwia.
Duża rodzina kojarzy się z patologią, ludzie nie rozumieją jak można chcieć mieć dużą rodzinę. Mam wrażenie, że Instagram jest sporą pomocą przy odczarowywaniu tego myślenia. Okazuje się, że są ludzie, którzy świadomie i z miłością decydują się na bycie dużą rodziną i pokazują cząstkę swojego życia światu. Są też ludzie, którzy świadomie nie chcą mieć dzieci i myślę, że też nie mają łatwo.

Czy da się być aktywną zawodowo z będąc matką wielodzietną?


Nie wiem, ostatnio pracowałam mając dwoje dzieci i było to dla mnie trudne. Miałam bardzo wyrozumiałego pracodawcę a mimo to stresowałam się, że dzieci przyniosą z przedszkola chorobę, która mnie wyłączy z pracy. Podziwiam wszystkie matki, które pracują i mają więcej niż jedno dziecko.

Nie boisz się o emeryturę?


Nie liczę na emeryturę. Nawet jeżeli mam firmę, odprowadzam składki i płacę podatki to gdy przyjdzie czas na moją emeryturę świat może być już na takim etapie, że nikt nie będzie pamiętał, że była taka instytucja jak ZUS i emerytura 🤷🏻‍♀️

Co jest najfajniejsze w byciu mamą takiej gromadki?


Dla mnie najfajniejsze jest to, że moje dzieci mają siebie. Nawet, jeżeli w tej chwili toczą nieustanne wojny, biją się i kłócą, to widzę ich wzajemną miłość. Jak sobie ustępują gdy ja mam wrażenie, że zaraz sobie zaczną wyrywać włosy. Jak myślą o sobie gdy są rozdzieleni. Jak się przytulają, jak się cieszą gdy po szkole starszaki wracają do domu.
Poza tym czerpię radość z przytulania ich, z patrzenia jak się rozwijają.

A co najtrudniejsze?


Sprzątanie, ogólna  organizacja, wymyślanie posiłków, bo każdy nie lubi czego innego, wyjazdy całą rodziną, bo spakowanie takiej gromady jest nie lada wyczynem. Poza tym nie ma nudy i staram się nie zastanawiać nad tym, co jest trudne. Czasem brakuje mi czasu dla siebie, ale taki mamy teraz etap w życiu. Przyjdzie czas, że oni wszyscy wyjdą z domu i wtedy będę się zastanawiać jak to możliwe, że jest taka cisza i porządek😅

Zdjęcie z profilu @olga.wy. Wykonanie grafiki Arbuz Media.

Trudniej jest mieć pierwsze czy trzecie dziecko?


Dla mnie zdecydowanie trudniej było mieć pierwsze dziecko. Nie lubiłam karmić piersią, psychicznie wykańczało mnie to, że cały dzień jestem uwiązana. Miałam wrażenie, że tylko karmię. Syn miał straszne kolki, mieszkaliśmy wtedy z moimi rodzicami i oni mając doświadczenie w temacie kolek u mojego brata bardzo mi wtedy pomogli. Jednak mimo to nie karmiłam najstarszego syna dłużej niż 4 m-ce. Za to trzecie dziecko to był zupełnie inny wymiar. Syn najadał się w 10-15 minut i spał trzy godziny. W zasadzie przespał pierwsze pół roku. Nie wiem kiedy wyszły mu pierwsze zęby. Miałam dużo czasu i dużo spokoju w sobie. Następna dwójka podobnie. Z każdym kolejnym dzieckiem miałam więcej spokoju i zgody w sobie na to, że jest jak jest.

Jak otoczenie reaguje na wieść o kolejnej ciąży?


Różnie. Moje koleżanki czy znajomi przeważnie z radością i gratulacjami. Moja rodzina trochę…mniej entuzjastycznie. Pierwsze pytanie jakie pada to: jak wy sobie poradzicie?

Jak przechodzisz ciąże i porody?


Bardzo nie lubię być w ciąży. Fizycznie rewelacyjnie. Tylko w pierwszej miałam mdłości, z każdą kolejną coraz mniejsze. Za to psychicznie czuję się fatalnie. Mam wrażenie, że staję się buką. Męczy mnie sama myśl o ruszaniu się, sam fakt, że mam człowieka w brzuchu jest dla mnie lekko…dziwny. Zawsze mam wrażenie, że ciąża trwa 28 miesięcy a nie 9. Ostatnie tygodnie to dramat. Każdego dnia zastanawiam się czy to JUŻ. Za każdym razem nie mogę sobie przypomnieć jakie są objawy rozpoczętej akcji porodowej 😂 Poza tym z każdą kolejną ciążą coraz bardziej boję się porodu… Myślę, że ten strach powoduje, że ostatnie trzy porody były po terminie. Ostatniego syna urodziłam po całej nocy skurczy co kilka minut. Położna, która przyszła nad ranem sprawdzić jak się rozwijają skurcze u koleżanki zauważyła, że mam skurcze i zszokowana pytała dlaczego jej nie zawołałam? Zgodnie z prawdą powiedziałam, że miałam nadzieję, że się rozejdą…

Jak odniesiesz się do obawy, którą często słychać w społeczeństwie: „nie mogę mieć więcej dzieci, bo nie będę one miały czasu sam na sam z rodzicami”?


Nie spotkałam się z takim zdaniem, częściej słyszę, że kolejne dzieci to zagrożenie dla klimatu. Może i tak jest, ale idąc tym tropem najlepiej byłoby gdyby ludzkość wymarła…
A co do czasu sam na sam z rodzicami, to każde dziecko ma inne potrzeby. Gdy jest taka możliwość staramy się wygospodarować dla nich takie chwile. Chociaż gdy ostatnio córka miała ataki paniki i myśleliśmy, że dobrze jej zrobi weekend tylko z nami to płakała, że ona woli jak bracia są w domu i coś się dzieje. Najstarszy syn gdy był w szpitalu z podejrzeniem zapalenia wyrostka mówił, że chce wracać do rodzeństwa. Starałam się wytłumaczyć, że może teraz sobie odpocząć, ma ciszę i spokój. Powiedział, że już nie chce i że nawet do dokuczania siostry się przyzwyczaił. To nam pokazuje, że oni się bardzo kochają i na dłuższą metę nie lubią być rozdzielani.

Jak dbać o małżeństwo mając taką gromadkę?


Przed pandemią, gdy jeszcze mieszkaliśmy w innym mieście, mieliśmy Nianię i często ona przychodziła a my wychodziliśmy na piwo czy na spacer. Takie wyjścia we dwójkę bardzo dużo nam dawały. Wracaliśmy wyluzowani i naładowani na kolejne dni. Teraz Niania jest daleko, warunki na drogach nie pozwalają jej przyjeżdżać, restauracje pozamykane, dziadkowie albo się boją covida albo mają inne plany na weekendy. Staramy się zjeść razem kolację i wieczorami rozmawiać. Nie jest to proste, bo dzieci chodzą spać raczej późno, ale czasem uda się wygospodarować godzinę lub dwie w ciszy i tylko we dwoje. Poza tym często rozmawiamy przez telefon, np. gdy mąż wraca z pracy i ma do przejścia 4km z dworca. Wychodzimy z założenia, że szczęśliwi i kochający się rodzice to najlepsze co możemy dać dzieciom, więc staramy się dbać o swoją relację.

Czy masz czas dla siebie?


Właściwie nie 😅
Ale też jestem świadoma, że to nie będzie trwało wiecznie. Jest szansa, że od września, o ile nie będzie pandemii, najmłodsza trójka pójdzie do przedszkola i do żłobka a wtedy zastanowię się co zrobić z czasem. Poza ogarnięciem domu oczywiście.

Zdjęcie z profilu @olga.wy. Wykonanie grafiki Arbuz Media.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy chcieliby się  zdecydować na
jeszcze jedno dziecko, ale się wahają?


Żeby dobrze przemyśleli swoją decyzję, bo dziecko to nie kolejny przedmiot tylko człowiek, który potrzebuje miłości. Nie wszyscy są powołani do tego, aby mieć dużo dzieci. Tak samo jak nie każdy musi mieć dzieci w ogóle. Przychodzą kryzysy, często można płakać z bezsilności, bo dzieci wariują a my nie mamy siły i zasobów, żeby je ogarnąć. No i musi to być wspólna decyzja z małżonkiem. Ja czuję, że z każdym kolejnym dzieckiem Bóg nam błogosławi i bardzo się nami opiekuje. Gdybym nie miała oparcia w Bogu nie dałabym rady.

Czy gdybyś wiedziała z czym się wiąże wielodzietność zdecydowałabyś się na nią?


Oczywiście. Może gdybym miała innego męża to nie, ale z tym, którego mam mogłabym mieć jeszcze kilkoro dzieci 😅

———————————————————-

Z Olgą Wysocką rozmawiała Izabela Adamczyk

Instagram Olgi: https://www.instagram.com/olga.wy/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *